sobota, 6 sierpnia 2016

Jak to u babci Zofii było...

_________________________________________________________________


JAK TO U BABCI ZOFII BYŁO...

Zawsze cicho u babci Zofii było...
Przyjaźnie cykał stojący zegar,
a wiklinowy fotelik trzeszczał pod dziecięcą niesfornością.

Nikomu nie śpieszyło się u babci Zofii...
Na wysokim łożu,
z którego spadałam harcując w sennych przygodach,
pod pluszową kapą drzemały pierzyny.
Sąsiedzkie życie głuszył wiszący perski dywan,
który po latach ubłękitnił podłogę tureckiej ambasady.
Osiemnastowieczny cud, za którym chowałam się,
żeby nikt nie mógł mnie odnaleźć!...


U babci Zofii
były najlepsze konfitury borówkowe z gruszkami
i najgorszy barszcz na dudkach!
Nie potrafiłam go docenić.
A wieczorami, przy trzaskającym ogniu,
babcia śpiewała o utopionych kochankach
i przeklętym bradziadze, który spóźnił się do domu.


* * *
Aż nagle... wszystko zgasło u babci Zofii...
Najpierw ogień w kuchni.
Potem w zimnym pokoju stygła babcina radość,
aż od mroku i żalu nie było odwołania!...
A kiedy przez niezamknięte drzwi uciekła z babci siła,
porwał ją apodyktyczny skierniewicki szpital,
chociaż była tylko moja i nie chciałam oddać jej nikomu!
Codziennie oszukiwałam drania,
przez dziurę w płocie przekradając się do babcinego łóżka.
Lecz któregoś dnia oznajmiono mi, że babci nie ma,
że zabrał ją bezwzględny
- Tamten Świat.


__________________________________________________________________________________________
zdjęcia z netu


Brak komentarzy: