niedziela, 3 września 2006

Odejście ojca

_______________________________________________________________

ODEJŚCIE OJCA

Moje pierwsze wspomnienie
przytłacza boleść umierającej jesieni.
Nagle posiwiały listopad,
pustka drzew ogołoconych z nadziei,
jęk tonącej w błocie zżółkłej trawy,
bladość nieba niewierzącego w powrót słońca
i ustający, jak pękające serce wiatr.

Moje pierwsze wspomnienie to rozwód rodziców.

Pamiętam wielkie okno sypialni
i stojącego przy nim ojca,
patrzącego w niewyraźną przyszłość,
rozciągającą się
za eksplodującą w przenikliwej bieli przestrzenią,
za pogrążonym w rozpaczy ogrodem.
Przeciąganą chwilę przed ostatecznym krokiem,
który na zawsze wywiódł go z naszego domu.
Zostawiał wszystko,
w walizeczce nie mógł zmieścić nawet wspomnień!

Nie dowiedziono winy ani niewinności.
Obojętny sąd przypieczętował cztery życia.
Nas dwóch - nie liczących się,
nikt o zgodę nie pytał.
Nawet nie zdążyłam zrozumieć,
co to znaczy mieć rodzinę!

Odtąd, podstępnie dopadała mnie tęsknota.
Prześladowała przypływającą z daleka muzyką.
Wyłaniała się zza rogów ulic
szydząc wśród rozbawionego tłumu.

Ale najbardziej bolały niedziele, spędzane tylko z matką.




__________________________________________________________________
Zdjęcia zrobione w latach siedemdziesiątych, dom był już kilkanaście lat temu sprzedany i zaniedbany....